Mydełko aleppo z olejem z czarnuszki – hit czy kit?

Tyle razy narzekałam na aleppo, a w sumie nie opowiedziałam Wam szczegółów mojej kuracji tym mydełkiem.

Nad aleppo było tyle zachwytów, że i ja skusiłam się na ten produkt – obietnice pięknej, gładkiej buzi, bez jakichkolwiek niedoskonałości…to niestety w moim przypadku były tylko obietnice…

mydełko aleppo z olejem z czarnuszki

Pierwsze mydełko, które testowałam było to mydełko od M., a dokładniej kawałek, bo aleppo jest o tyle fajne, że można je dzielić na kawałki (znacznie ułatwia to używanie) i jest bardzo wydajne.
Moje mydełko kosztuje ok.15 zł., stacjonarnie. Niestety nigdzie go nie widziałam, ale na pewno znajdziecie je w sklepach internetowych i na allegro.
Skład jest w 100% naturalny – Olea Europaea Oil (olej z oliwki), Laurus Nobilis (olej laurowy), Aqua,Nigella Sativa (olej z czarnuszki) oraz Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu).
Jak widać skład jest krótki i bardzo przejrzysty. Wydawałoby się, że to ideał. Ale czy na pewno?
Olej z czarnuszki polecany jest szczególnie przy trądziku, ale także wszelkiego rodzaju alergiach skórnych. Jestem właścicielką i tego i tego, także stwierdziłam, że warto spróbować.
Mydełko samo w sobie ma specyficzny kolor- z zewnątrz lekko żółtawe, w środku zielone. Zapach według mnie bardzo ładny, ale ja lubię takie dziwne zapachy kosmetyków, dlatego też nie każdemu może odpowiadać.
Pierwsze tygodnie stosowania mijały pod znakiem pogorszenia stanu cery. Mydełko stosowałam z wodą kranową, filtrowaną, przegotowaną…cały czas efekt pogorszenia niestety się utrzymywał.
Z aleppo wytrzymałam 2 miesiące. W tym czasie moja cera wyglądała okropnie. Nawet w największym okresie walki z trądzikiem nie miałam czegoś takiego na buzi. Właściwie po każdym umyciu twarzy miałam nową niespodziankę. Kiedy moja buzia zmieniła się w masakrę, tj. pryszcz na pryszczu powiedziałam ,,dość!”.

Odkąd odstawiłam aleppo moja skóra na buzi z dnia na dzień ulegała poprawie- krostki zaczęły znikać, a następne wyskakiwały w trybie takim, jak przed używaniem aleppo.
Sądząc po tym, co mnie spotkało moja skóra na buzi jest na prawdę jakaś co najmniej wyjątkowa. I aleppo i pudry mineralne, które są chwalone pod niebiosa powodują u mnie pogorszenie. Początkowo myślałam, że moja skóra się oczyszcza i dlatego był taki efekt, ale po dwóch miesiącach to u normalnej osoby byłoby widać poprawę. A u mnie cały czas gorzej i gorzej…
Obecnie aleppo stosuję raz w tygodniu do mycia ciała, gdzie sprawdza się bardzo dobrze, chociaż nadal mam wrażenie, że troszkę wysusza mi skórę (a miało działać odwrotnie!!!!), tak czy siak jeśli mam atak alergii i skóra zaczyna mnie swędzieć, to pod prysznicem sięgam po aleppo. Po umyciu skóra jest ukojona, a alergiczne pożary ugaszone.
Podsumowując:
U mnie aleppo jeśli chodzi o pielęgnację buzi się kompletnie nie sprawdziło, jednak moja alergiczna skóra na ciele jest mu wdzięczna za kojące działanie.