Sproszkowana amla – sposób na gładkie i lśniące włosy

 
O ile ja i moje włosy jesteśmy ogromnymi fanami dabur amla, o tyle proszek z amli ma swój znaczy minus…ale o tym w dalszej części recenzji.
 
Kilka słów od producenta: ,,W 100% naturalne, sproszkowane owoce Amla dla wzmocnienia i pogrubienia włosów; stosowane w tradycyjnych ajurwedyjskich kuracjach na porost i wzmocnienie koloru.
 
Maseczka zawiera sproszkowane owoce Amla (agrestu indyjskiego) bez jakichkolwiek domieszek. Jest produktem naturalnym, nie testowanym na zwierzętach i w 100% wegetariańskim. Amla zawiera dużo witaminy C i jest ceniona jako ajurwedyjska odżywka wzmacniająca cebulki włosów i zapobiegająca ich wypadaniu.
 
 
Maseczka w naturalny sposób oczyszcza i przywraca równowagę zarówno włosom jak i skórze głowy.
 
Nadaje włosom blask a regularnie stosowana usuwa łupież, zapobiega siwieniu i stymuluje wzrost włosów.
 
Można również stosować na twarz w celu rozjaśnienia cery oraz usunięcia zaskórników, wągrów i innych zanieczyszczeń. Amla działa na skórę antybakteryjnie i antyosydacyjnie. Szczególnie polecana jest dla cery wrażliwej i trądzikowej. W tym celu należy rozmieszać jedną łyżkę amli z ciepłą wodą i pozostawić na twarzy przez około 20 minut, po czym dokładnie zmyć ciepłą wodą wykonując koliste ruchy a na zakończenie opłukać twarz zimną wodą.”
 
Cena: 12zł/100 g
 
Moja opinia: 
Przy pierwszym użyciu tej maseczki rozrobiłam ją jedynie z wodą, aby przekonać się jak moje włosy na nią zareagują. Opcje były dwie-albo włosy będą piękne, lśniące i sypkie albo bardzo sztywne (dobrze oczyszczone) i nie będą chciały się układać.
 
Na szczęście osiągnęłam pierwszy efekt, ale nie w 100%, dlatego już za drugim razem dodałam odrobinę odżywki do włosów garnier z olejkiem z awokado.
 
Nie lubię, kiedy nie jest jasno określone ile produktu wymieszać z jaką ilością wody. Na oko potrafię tylko gotować, jeśli chodzi o kosmetyki nie lubię ich rozrabiać na oko.
 
 
I ten smród…okropny, przeokropny smród…na prawdę miałam odruchy wymiotne, kiedy rozrabiałam tą maseczkę… myślałam, że naturalne algi śmierdzą, ale przy amli sproszkowanej to pikuś. Mnie ten zapach powala na łopatki, aż mam gęsią skórkę, kiedy sobie go przypomnę…ble…
 
Wymieszałam 4 łyżki proszku z amli z 6 łyżkami wody, ewentualnie dodając jeszcze wody, gdy widziałam, że maska jest zbyt gęsta. Następnie nałożyłam ją na włosy i przetrzymałam 30 minut. Później dokładnie spłukałam. Maskę nakładać raz na tydzień, raz na dwa tygodnie (polecam jednak raz na tydzień).
 
Maseczka fajnie odżywiła moje włosy, po spłukaniu i wysuszeniu (nie suszarką, wyschły naturalnie) były sypkie i lśniące tak jak tego oczekiwałam. Najgorsze, że smród amli nadal lekko się utrzymywał…
 
Sama maseczka jest na prawdę fajna i na 100% jeszcze ją użyję…tylko zastanawia mnie jak zniwelować ten smród…
 
Tak sobie myślę…jestem ciekawa czy można ją dodać do farby khadi? Znalazłam coś takiego:
 
Zastosowanie w koloryzacji:
maseczka z Amli wspaniale odświeża kolor włosów delikatnie go przyciemniając, sama w sobie jednak nie koloryzuje. Wskazana jest dla włosów w odcieniach od ciemnego blond do czarnego. Dodana do Henny pozwoli uzyskać ciemniejszą barwę. Połączona z Henną i Indygo nadaje barwę zimnego brązu (kwasową Amlę i Hennę należy rozrabiać razem, dopiero potem dodać alkaliczne Indygo).
 
Efektu przyciemnienia przy użyciu jej jako maski do włosów nie zauważyłam, ale moje włosy są ciemne (obecnie po khadi orzechowy brąz, po której znacznie się ujednolicił kolor).
 
Przy następnym użyciu na włosy dodam miodu. Myślę, że będzie lepszy zapach, a poza tym maska zyska na wartości.
 
Ze swojej strony polecam, ale tylko tym, którzy nie mają węchu:P haha, żartuję…tak serio to myślę, że z maską gazową powinno być ok;)

Kilka zmian w pielęgnacji włosów

Co jakiś czas przedstawiam Wam zmiany, których dokonuję w pielęgnacji włosów- poszukując tej najlepiej dostosowanej do moich włosów.
W dzisiejszej aktualizacji powiem o tym, co używam dotychczas i jakie zmiany szykuję w okolicach przyszłego tygodnia.Zacznę od mycia włosów
Do mycia używam zielonego płynu do higieny intymnet Facelle, który sprawdza się na moich włosach bardzo dobrze. Eksperymentowałam z innymi kolorami, ale ten 50+ nawilża je najlepiej. Produkt ten towarzyszy mi przy metodzie OMO (odżywka, mycie, odżywka), którą również moje włosy bardzo polubiły. Do czasu, kiedy nie znajdę czegoś jeszcze lepszego, będę stosować tą metodę.
Następnie
Odżywką, którą stosuję jest garnier z olejkiem awokado i masłem karite. Póki co bardzo mi służy, ale następna wersja będzie z olejkiem arganowym (dla porównania, którą moje włosy lubią bardziej).
Stylizacja
Nadal stosuję zmodyfikowane kremowanie włosów (Klik) po umyciu i wysuszeniu. Niestety trwa ten okres, kiedy nie wyjście z mokrą głową skończy się zapaleniem płuc, także czekam z utęsknieniem na cieplejsze dni tak, abym mogła zrezygnować z suszenia włosów suszarką.
Włosy utrwalam lekko lakierem do włosów Syoss (ale tylko w dni, kiedy wiem, że będę musiała ubrać czapkę).
Co nowego – co czeka moje włosy w najbliższym czasie?
W tym tygodniu powinnam dostać paczuszkę od firmy Bombay Bazaar (Klik), w której znajdzie się m.in. olejek ze słodkich migdałów. Dotychczas z uwielbieniem stosowałam amlę, zobaczymy jak olejek sprawdzi się na moich włosach.
Jak już wspominałam wyżej- następna w kolejce jest odżywka z olejkiem arganowym firmy Garnier.
Chcę znowu wrócić do siemienia lnianego (w formie maski na włosy raz w tygodniu). Planuję również zakup oleju z lnianego, który mam zamiar pić (łyżkę dziennie). Ale rozpoczęcie kuracji jest póki co bliżej nie określone, bo nie wiem kiedy będę w sklepie, gdzie można go kupić.
To wszystko jeśli chodzi o znaczne zmiany w pielęgnacji włosów. Jeśli macie jakieś pytania-piszcie w komentarzu.