Masz szafę pełną ciuchów, a nadal nie masz się w co ubrać?!

slow fashion

Wiele osób pytało czy polecam książkę ,,Slow Fashion”, o której ostatnio zrobiło się dosyć głośno (według mnie nie bez powodu).

 
Ja też zostałam namówiona do przeczytania tej ksiązki, po tym jak jedna z bloggerem zachwalała ją pod niebiosa. Ebook kupiłam na woblink za 12,99 zł.
 
Książka została napisana przez bloggerkę, której przyznam się wcześniej nie znałam, ale odkąd przeczytałam jej książkę to stałam się wielką fanką jej stylu i toku myślenia dotyczącego mody. Serdecznie polecam jej bloga, którego po przeczytaniu książki dosłownie pochłonęłam.

Żyjemy w czasach, gdzie konsumpcjonizm jest na bardzo wysokim poziomie. Nie tylko kupujemy duże ilości jedzenia (które często się marnują) ale dotyczy to także ubrań.

 
Od dłuższego czasu interesuję się tematyką minimalizmu. Udało mi się ograniczyć kosmetyki do zaledwie kilku, które naprawdę używam. Problem nadal był w mojej szafie. Codziennie rano, gdy ją otwierałam, to myślałam, że mnie szlak jasny trafi. Przy tym towarzyszyły mi słowa: ,,Nie mam się w co ubrać”.
 
Błąd leżał w zbyt dużej ilości ubrań, których nie nosiłam i które zabierały mi miejsce. Dziś otwierając szafę mam tylko ubrania, które lubię i które do siebie pasują. Kilka rzeczy wymaga jeszcze drobnych przeróbek (sweterek z dodatkiem kaszmiru z Orsay, któremu muszę skrócić rękawy i lekko zwęzić, ale był dorwany na przecenie za 40 zł., a także wełniany płaszcz na jesień, któremu koniecznie muszę wypruć poduszki z ramion).
 
W tym roku na przecenach udało mi się dorwać dwie jedwabne bluzki z H&M w świetnej cenie (obie w normalnej cenie kosztowałyby mnie 400 zł. a mój Mąż mi je wynalazł za 150 zł.!).
 
Ale wracając do książki, jest napisana lekkim językiem, przez co można ją pochłonąć w zaledwie jeden dzień. Mnie przeczytanie zajęło 2 dni, a pod koniec książki poleciałam do szafy i zaczęłam pakować ubrania w worki, by je oddać. Fajnie, jeśli macie kogoś zaufanego, komu wiecie, że te ubrania mogą się przydać.
 
Lepiej je oddać komuś, kto ich potrzebuje, niż zostawić przy śmietniku, gdzie jest duża szansa, że zostaną sprzedane do second handu. Bo kto lubi jak ktoś inny zarabia naszym kosztem? Chyba nikt…
 
Bardzo mi się spodobała ściągawka na końcu książki, gdzie opisane są mieszanki tkanin, które warto kupować. Ta ściągawka zagościła w moim notesie, który mam zawsze przy sobie. Dzięki temu nie muszę tego zapamiętywać, choć z czasem pewnie stanie się to dla mnie zupełnie naturalne.
 
Szczerze polecam tą książkę każdemu, kto ma problem ze zbyt dużą ilością ubrań i nie wie jak się ich pozbyć. Polecam także tym, którzy nie wiedzą, że taki problem mają. To naprawdę cudowne uczucie, kiedy otwierasz szafę i stwierdzasz, że masz tam tylko ubrania, które bardzo lubisz.