Styl paryżanek – co to jest paryski szyk?

Na fali Netflixowego serialu w sklepach pojawiło się sporo ciuchów inspirowanych Emily in Paris. Ja już obejrzałam ten serial (pierwsze odcinki w dniu premiery) i tak, jak pisałam na Instagramie – nie do końca mi podpasował. Nie jestem fanką tego typu seriali. Kocham za to filmy i seriale kostiumowe oraz kryminalne, szczególnie azjatyckie. Nie będę kłamać, że Emily in Paris obejrzałam głównie dla kostiumów i widoków pięknego Paryża.

Styl paryskich kobiet jest bardzo prosty, a jednak każda z nas chciałaby poznać sekrety ubioru paryżanek. I dzisiaj zdradzę kilka sekretów paryskiego stylu lub jak kto woli – paryskiego szyku.

Klasyka ponad wszystko – paryski szyk

Myśląc o paryżankach, zawsze nasuwa mi się jedno – klasyka. Paryżanki wybierają takie rzeczy, które długo nie wyjdą z mody. Przykładem jest nieśmiertelna, pikowana torebka Chanel (którą sama mam szczęście mieć w szafie).

Jeśli chcesz ubierać się jak paryżanka, w Twojej szafie nie powinno zabraknąć:

  • czarnej torebki (najlepiej pikowanej, koniecznie dobrej jakości),
  • czarnych i beżowych szpilek,
  • pary jeansów (najlepiej o prostym kroju),
  • eleganckich, czarnych spodni,
  • czarnych i granatowych balerin,
  • bluzki w paski (kto nie zna looku z czarnymi rurkami, bluzką w paski i balerinami? On chyba najbardziej kojarzy się ze stylem paryżanek),
  • białej koszuli,
  • czarnej spódnicy za kolano (jeśli nie lubisz spódnic, tak jak ja – pomiń ją na rzecz dodatkowej pary czarnych spodni),
  • białego i szarego t-shirtu bawełnianego,
  • czarnej, dłuższej marynarki.

Posiadając te kilkanaście rzeczy możemy stworzyć kilka stylizacji, które sprawdzą się przy wielu okazjach. Pamiętajcie, że wiele stylizacji nabiera efektu ,,wow” dopiero po dodaniu kilku dodatków w postaci chociażby delikatnego łańcuszka, kolczyków czy eleganckiego zegarka. Spójrzcie na stylizację poniżej, która idealnie nadaje się do pracy, a także na spotkanie z przyjaciółmi. Jest prosta i elegancka.  

paryski look inspiracje

Mniej znaczy więcej

Zazwyczaj najprostsze stylizacje najbardziej zachwycają. Mój ulubiony zestaw codzienny to jeansy, biały t-shirt w grochy (lub po prostu biały), do tego czarna, dłuższa marynarka MLE i baleriny (lub mokasyny). Obowiązkowo zegarek (kiedyś nie nosiłam w ogóle zegarka, a teraz nie ruszę się z domu, nie mając go na ręku) i kolczyki perły (w różnej wersji – posiadam kilka modeli: przy uszach, wiszące i zdobione cyrkoniami, które noszę głównie na wieczór). Jeśli kiedyś mnie spotkacie (również w podróży w chłodniejsze dni) to na 99% będę właśnie tak ubrana (lub w marynarce w kratę jak niżej).

Wyświetl ten post na Instagramie.

Bruksela to nie tylko pyszna czekolada, piękna architektura, ale także przygnębiający widok bezdomnych śpiących na ulicach. Relację z tego niewątpliwie pięknego miejsca, gdzie zachwyt miesza się z przygnębieniem znajdziecie na blogu (aktywny link w bio) 👆🇧🇪 Kto był w Brukseli? 🤔 ~ #bruksela #brussels #brusselstravel #brusselsbelgium #brusselscity #bruxelles #belgia #belgique🇧🇪 #galeriahandlowa #podrozemaleiduze #podróżemałeiduże #podroze #podróżniczka #podroz #podróż #podróżowanie #podrozniczka #stylizacje #stylizacja #stylizacjadnia #modadamska #marynarkawkratę #marynarkawkrate #marynarka #minimalisticstyle #minimalizm #architektura #spodnie #mokasyny #rylko

Post udostępniony przez D&P blog by Dominika&Piotr (@dpblogpl)

Podziwiam kobiety, które wytrzymują godziny na wysokim obcasie. Ja maksymalnie po godzinie zaczynam narzekać, że bolą mnie nogi. Muszę przetestować jedną markę, której mierzyłam niedawno klasyczne, czarne botki na obcasie – były bardzo wygodne. Dlatego też najczęściej sięgam po płaskie buty – oxfordy, baleriny czy botki na niewielkim obcasie i sztyblety jesienią. Zimą najczęściej wybieram niezawodne i ciepłe Uggi lub płaskie kozaki za kolano (na przykład, gdy idę na spotkanie z Klientem).

Wskazówka: ubierz luźną, białą koszulę, jeansy (lub czarne spodnie) i do tego mokasyny (na jesień mogą być w kolorze czerwonego wina). To taki prosty i mało wymagający look, który sprawdzi się na co dzień. Jeśli lubisz buty na obcasie – zamień baleriny na czarne szpilki.

ubierz się jak paryżanka

Dobieraj ubrania do swojej figury. Niby banalna rzecz, ale obserwując ludzi często dochodzę do wniosku, że robią sobie krzywdę przez to, że nie noszą ubrań dopasowanych do figury. Każda z nas jest piękna. Nie ważne czy masz nadprogramowe kilogramy, mało zgrabne nogi czy mały biust. Wszystko da się ukryć, a uwypuklić to, co godne pokazania. Mam mały biust, dlatego nie noszę nigdy bluzek z dużym dekoltem. Nie lubię też za bardzo dekoltów w serek, prostych, czy asymetrycznych. Nie czuję się w nich komfortowo. Lubię za to dekolt biżuteryjny i w łódkę. Czy wiedziałyście, że dekolt również powinno się dobrać do swojej figury? Często kobiety o tym zapominają.  

Pewność siebie to podstawa! Czuj się dobrze w swojej skórze

To najważniejszy punkt dzisiejszego artykułu. Paryżanki mają dużo pewności siebie i to właśnie dzięki temu mają ten słynny ,,paryski szyk”. Pokochanie siebie to nie jest taka prosta sprawa. Sama przez wiele lat miałam do siebie różne ,,ale”. Więcej na ten temat możecie przeczytać w artykule na Hello Zdrowie o tym, jak pokochałam siebie.

Podstawą do tego, byś czuła się dobrze w tym, co masz na sobie – musisz mieć w szafie ubrania, w których czujesz się po prostu dobrze i pewnie. Jeśli jakieś ubranie już podczas zakupów nie do końca mi odpowiada, nie kupuję go. Kiedyś popełniałam ten błąd i zazwyczaj kończyło się tym, że rzecz lądowała w szafie, a z czasem ją najczęściej sprzedawałam lub oddawałam. Nie zawsze jednak jest tak, że jestem czegoś od razu pewna.

Rzadko kiedy kupuję ubrania stacjonarnie – nie lubię tracić czasu na przymierzalnie, a także chodzenie po sklepach i szukanie danej rzeczy. Mam taką zasadę, że jeśli znajdę coś, co potrzebuję i coś, co naprawdę mi się podoba – rzadko kupuję to od razu. Muszę to przemyśleć (zazwyczaj maksymalnie jeden dzień). Jeśli następnego dnia nadal myślę o jakiejś sukience, marynarce czy spodniach, to znak że muszę ją kupić. 

Czy Paryżanki są takie idealne?!


Paryżanki są postrzegane jako idealne kobiety. Pewne siebie, zawsze zadbane, kochające siebie i swoje życie. Na świecie uchodzą za ideał. Sama często czerpię inspirację z moich paryskich koleżanek. Czy to w kwestii ubioru czy dodatków do domu, staram się francuski szyk wprowadzić na stałe do swojego domu.

Ostatnio Kasia Tusk na swoim blogu polecała książkę ,,Lekcje Madame Chic”. Jako, że temat paryżanek i ich nienagannego wizerunku zawsze mnie inspirował, postanowiłam przeczytać polecaną książkę. Czy warto? Dowiecie się w dalszej części notki.

badz paryzanka
,,Lekcje Madame Chic” to pierwsza z dwóch części książek opowiadających o Paryżu, Paryżankach i w temacie paryskim. Większą część książki stanowią wspomnienia Autorki ze studiów w Paryżu, a także tego jak to miejsce ją zainspirowało do zmian.
 
Zwykła dziewczyna trafia do domu francuskiej arystokracji. Przyzwyczajona do amerykańskiego stylu życia: jedzenia w pośpiechu, oglądania dużej ilości telewizji i wpychania w siebie śmieciowego jedzenia, kompletnie zmienia swoje podejście do życia. Początki bywają trudne, lecz z czasem zaczyna czuć się swobodnie podczas przyjęć, które często są organizowane tylko po to, by spotkać się z przyjaciółmi.
 
W książce Autorka przedstawia trochę wyidealizowany obraz francuskich kobiet: pięknie ubranych, dam z dobrych domów, które dbają o siebie i swój dom. Niestety nie zawsze rzeczywistość tak wygląda. Większość Francuzek ma bardzo silny charakter i nie zawsze ma czas na robienie obiadu czy sprzątanie.
 
Książka jest bardzo lekka i przyjemnie się ją czyta. Niestety nie dowiedziałam się z niej nic, czego bym nie wiedziała, jednak założenie książki bardzo mi się podoba: Autorka często podkreśla o tym, że każda kobieta jest piękna, a także o tym, że każdy powinien znaleźć swój wewnętrzny spokój, co nie zawsze jest łatwe.
 
Kwestią, która kompletnie mnie nie przekonała jest 10-elementowa garderoba, a także chodzenie w ubraniach wyjściowych po domu. Dla mnie dom to miejsce, w którym powinno się chodzić w ubraniach do tego przeznaczonych. Nie uważam, by domowe ubrania były brzydkie (odpadają powyciągane dresy i koszulki), jednak nie wyobrażam sobie gotowania w satynowej sukience. To po prostu nie dla mnie.
 
Polecam każdej dziewczynie, która jest zafascynowana Paryżem i jego mieszkankami. W książce jest pełno humoru (moją ulubioną sceną jest, gdy niesmaczne,bawełniane figi Jennifer były ozdobą przyjęcia), a także wiele porad na temat ubioru oraz zachowania w różnych sytuacjach, które z powodzeniem można wykorzystać w życiu codziennym.