Super Bubel,czyli krem Super Power Mezo krem

Oczarowana świetnym działaniem maseczki  Bielenda z kwasem migdałowym, zdecydowałam, że kupię również krem z tej serii.
Przyznam też, że poszukiwałam tańszego zamiennika dla kremu Bandi, który będzie działał tak dobrze jak mój ogromny ulubieniec.
Czy było warto ryzykować? O tym przekonacie się za chwilę.
Krem ma bardzo lekką konsystencję, jego zapach jest przyjemny, lekko cytrusowy. Używałam go na noc, a także w ciągu dnia (kiedy nie wychodziłam z domu).
Sam produkt zamknięty jest w szklanym słoiczku. Biada temu, komu spadnie na podłogę, gdyż może zbierać szkło przez kolejne kilka dni.
W składzie tego produktu można znaleźć kwas migdałowy, kwas laktobionowy, a także wit. B3.
Oczywiście obietnice producenta o nadaniu skórze wyglądu dziesięć lat młodszej potraktowałam z przymrużeniem oka, jednak obietnica o redukcji trądziku raz na zawsze wzbudziła we mnie wielkie nadzieje.
Moja cera obecnie jest w dobrym stanie, jednak nadal posiada niedoskonałości mniej lub bardziej widoczne, mniej lub częściej wychodzące ,,na zewnątrz”.
W zeszłym roku odkryłam zbawienne działanie kwasu migdałowego, który trzyma ją w ryzach, to był właśnie powód, dla którego wypróbowałam ten krem.
Początki używania tego kremu przyniosły wielką nadzieję. Za 20-parę złotych dorwałam krem, który mnie nie zapychał. Tak myślałam, jednak później nadszedł koszmar.
Pod koniec używania tego produktu, na buzi zaczęły pojawiać się krostki. Nie były to jednak małe krostki, które mogłabym ukryć, a wielkie pryszcze, które było widać było na kilometr.
Zdziwiło mnie również to, że krem lekko przesuszył moją buzię (co w przypadku kremu Bandi nigdy się nie zdarzyło).
Co ciekawe u P. było tak samo. Na początku wielki zachwyt, a pod koniec wielkie zapychanie.
Końcówka kremu wylądowała w koszu, a ja wróciłam do kremu Bandi.Szkoda, że ten produkt nie okazał się być tak zachwycający jak maseczka, czy serum, o którym już niedługo powiem też kilka słów.