Sardynia – gdzie warto pojechać i co zjeść?

Tegoroczne wakacje są nietypowe. Większość osób zdecydowała się je spędzić w Polsce (czy aby na pewno to bezpieczniejsze niż zagraniczne wyjazdy? Polemizowałabym). My też odkładaliśmy wyjazd na ostatnią chwilę, dlatego wyjątkowo wybraliśmy ofertę Last Minute na Sardynię. Dla przypomnienia – w maju mieliśmy jechać na City Break do Francji. To miał być krótki wypad do Nicei i okolic – Cannes i Monako. Niestety przez obecną sytuację nasz wyjazd się nie odbył. Dziś sytuacja wygląda trochę inaczej i jest umożliwione podróżowanie (oczywiście wszystko z zachowaniem rozsądku i bezpieczeństwa). Wracając jednak do naszych wakacji, zgodnie stwierdziliśmy, że lecimy do ukochanych Włoch. Tym oto sposobem spędziliśmy wspaniałe 8 dni na Sardynii. Dla przypomnienia – w zeszłym roku byliśmy w Milano Marittima (Wybrzeże Adriatyku). Zwiedzaliśmy bliższe (Cervia, Ravenna) i dalsze okolice – Florencję czy San Marino.

Porto San Paolo – rajskie plaże niczym na Malediwach

Jak już wcześniej wspomniałam – te wakacje były inne niż wszystkie. I my też podeszliśmy do nich inaczej. Nie było 1000 zdjęć i relacji na Instagramie. Liczyliśmy się my i cudowna Sardynia. Co prawda byliśmy trochę źli, że wycieczka fakultatywna na Costa Smeralda się nie odbyła, ale nie ma tego złego. Mogliśmy spędzić więcej czasu na beztroskim pływaniu w krystalicznie czystej wodzie i pielęgnowaniu opalenizny (która mam wrażenie znika z każdym dniem). Odpoczęliśmy nie tylko psychicznie, ale także fizycznie mimo dużej aktywności fizycznej (przeszliśmy okolicę wzdłuż i wszerz).

spiaggia di coralina porto san paolo

Porto San Paolo to mała, rybacka wioska niedaleko miejscowości Olbia (tam znajduje się lotnisko, które jest bardzo blisko Porto San Paolo) w północno-wschodniej części Sardynii. Najpiękniejszą plażą, którą chętnie odwiedzaliśmy w okolicy jest spiaggia di coralina. Znajduje się ona ok. 15 minut drogi od hotelu, w którym byliśmy (San Paolo, którego osobiście nie polecamy). Spiaggia di coralina jest po prostu obłędna! Miękki piasek i lazurowa, krystalicznie czysta woda naprawdę robią wrażenie.

Włochy roślinność kwiaty

Sardynia to nie tylko piękne plaże i gwarancja cudownej pogody (na cały wyjazd tylko raz było wietrznie), ale również bujna roślinność. Różne rodzaje palm, kaktusy, a także piękne kwiaty. Czy można się nie zakochać we Włoszech?

Co warto zjeść będąc na Sardynii?

Sardynia to także pyszne jedzenie! Miejscowość Porto San Paolo jest naprawdę kameralna – kilka restauracji (polecamy szczególnie tę obok Hotelu Il faro di Molara, bo jest tam pyszna pizza! Oraz Ristorante Il Portalndo, gdzie warto usiąść z kieliszkiem wina i podziwiać piękno Isola di Tavolara, czyli wyspy Tavolara). Będąc w San Paolo nie można również nie zjeść najlepszych lodów w mieście – Gelateria da Mimmo. I nie zdziwcie się, że po zachodzie słońca będziecie stać w długiej kolejce – warto! Przyznam szczerze, że są tam najlepsze lody we Włoszech (przebiły nawet lody we Florencji obok butiku Chanel). Uważajcie tylko na tajemniczy owoc, który nazywa się mirtu. Biorąc lody o smaku mirtu (był napis tylko po włosku, więc nie wiedziałam co to jest), byłam pewna że kupuję lody jagodowe. Nic bardziej mylnego. Mirtu smakuje trochę jak…jałowiec. Jest bardzo aromatyczny i kompletnie niesmaczny jako lody.

Isola di Tavolara widok z Porto San Paolo

W miejscowości znajdują się także 3 supermarkety – najbardziej polecamy Dettori Market Crai Rete, bo jest najlepiej zaopatrzony w świeże owoce, warzywa, włoskie słodycze i chipsy (sorry, kocham włoskie chipsy!) z oliwą z oliwek. Tam też możecie kupić słynne pane carasau, czyli sardyński chleb (który jest genialny również jako przekąska na plaży) z oliwą z oliwek lub rozmarynem. Chlebki mocy się zazwyczaj w sosach, a pokropiony oliwą i posypany gruboziarnistą solą staje się smaczną przekąską o nazwie – pane guttiau. Pane carasu możecie znaleźć w każdym sklepie na Sardynii. W smaku przypomina on trochę chlebek maca.

Sardynia to też regionalne dania np. culurgiones, czyli coś co mi osobiście w smaku przypominało coś między kopytkami, a pierogami. W środku był farsz, a całość była polana pomidorowym sosem. Bardzo smaczne danie, które warto spróbować. Oczywiście Włochy to królestwo pasty, więc i tej nie mogłoby tutaj zabraknąć – malloreddus, czyli sardyński makaron przypominający kształtem gnocchi podawany najczęściej z sosem pomidorowym i mięsem (my oczywiście jedliśmy wersję bezmięsną) jest naprawdę smaczny.

Bezpieczna podróż w czasie koronawirusa

Długo zastanawialiśmy się czy wakacje poza Polską w tym roku to dobry pomysł. Zdecydowaliśmy się jednak polecieć w miejsce, które na tamten moment było bezpieczne (na Sardynii na dzień naszego wylotu było stwierdzonych zaledwie 35 przypadków koronawirusa). I dalej się będę upierać, że na Sardynii było bezpieczniej niż nad Bałtykiem, gdzie nie są przestrzegane żadne normy bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że w Polsce trochę za mocno poluzowaliśmy zasady, co odbija się na coraz większej liczbie zachorowań. Pamiętajmy, że koronawirus nadal zbiera żniwa i cały czas musimy być czujni, a także dbać o zdrowie nie tylko swoje, ale także innych. We Włoszech jest to bardzo przestrzegane – przez cały pobyt nie widzieliśmy NIKOGO, kto wszedł do sklepu bez maseczki. Za to niestety w Polsce widujemy takie osoby bardzo często.

biała sukienka na lato

Na naszym Instagramie @dpblogpl pojawiło się sporo pytań o podróże zagraniczne w dobie koronawirusa, dlatego postanowiłam trochę o tym napisać. Oczywiście zaznaczam, że tak to wygląda na ten moment, nie wiem co będzie za tydzień, dwa czy tym bardziej za miesiąc.

Wejście na lotnisko Chopina jest tylko i wyłącznie z kartą pokładową. Jako ciekawostkę dodam, że na Lotnisko w Olbii może już wejść każdy. Podczas sprawdzania karty pokładowej jest również mierzona temperatura. Obowiązkowe jest noszenie maseczek zarówno na lotnisku jak i podczas lotu, maseczkę musieliśmy mieć również autokarze który nas wiózł do hotelu. Lecieliśmy z biurem podróży, dlatego też nie martwiliśmy się o pewne kwestie takie jak na przykład ,,co jeśli zamkną granice”. Wbrew powszechnej opinii powrót do domu w przypadku zamknięcia granic nie jest na koszt podatników, a w ramach ubezpieczenia. My wykupiliśmy dodatkowe ubezpieczenie, które zawierało wyższe koszty leczenia. Lepiej dmuchać na zimne, szczególnie że obecna sytuacja jest mocno niepewna.

Zachód słońca Sardynia

Po hotelu, a także na stołówce również była obowiązkowa maseczka, a dania wbrew temu, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – było wydawane przez obsługę. Mimo tej całej sytuacji obsługa była przesympatyczna i nie dawała po sobie odczuć, że podróżujemy w czasie epidemii.

***

Sardynia jest magiczna i warto odwiedzić to miejsce nie tylko raz. Jeśli szukacie miejsca na spokojne wakacje (wylegiwanie się na plaży i pluskanie w lazurowej wodzie), to właśnie na Sardynii znajdziecie wszystko, czego chcecie. Nie musicie też zabierać ze sobą ciepłych ubrań, bo na Sardynii ponad 300 dni jest słonecznych. Zabierzcie tylko ze sobą duży filtr, bo słońce na Sardynii lubi łapać z zaskoczenia.

Milano Marittima – idealne miejsce na włoskie wakacje

Powrót z naszych włoskich wakacji w Milano Marittima był twardym lądowaniem (i nie chodzi o lot, bo ten przebiegł bez zarzutów). Po prostu natłok obowiązków po powrocie trochę nas przytłoczył – nie było to zdecydowanie stopniowe przełączenie się z trybu ,,wakacje” na ,,codzienność”.

Jeśli obserwujecie nas na Instagramie (zachęcam do zaobserwowania profilu na Instagramie dpblogpl, o ile jeszcze tego nie robicie), to wiecie że przed wakacjami byłam przerażona prognozą pogody. Według prognoz miało padać cały czas. Na szczęście się to nie sprawdziło, tylko w piątek Włochy przywitały nas przelotnym deszczem, zachmurzeniem i dość zimnym powietrzem. Na szczęście już wieczorem pogoda się poprawiła i mogliśmy pójść na spacer po okolicy. Reszta dni była naprawdę słoneczna i gorąca, czego dowodem jest nasza opalenizna.

Ten post będzie jednym z czterech na temat wakacji we Włoszech. Z tego artykułu dowiesz się czy warto odwiedzić Milano Marittima, co warto zobaczyć w okolicy, a także gdzie warto się zatrzymać w Mima (Milano Marittima).

Milano Marittima – dlaczego właśnie tam pojechaliśmy?

Dużo osób pytało, dlaczego wybraliśmy się właśnie do Milano Marittima – przecież ta miejscowość nie jest aż tak popularna. Otóż ta miejscowość jest bardzo popularna wśród włochów – często mówi się, że do tego kurortu przyjeżdżają włosi z Milanu (stąd też nazwa tej miejscowości). Riwiera Adriatycka charakteryzuje się pięknymi, piaszczystymi plażami. Poza tym w okolicach Milano Marittima znajduje się wiele pięknych miejsc. My przede wszystkim chcieliśmy odpocząć od zgiełku i codziennych spraw, co udało nam się w stu procentach. Na podróż wybraliśmy początek września, gdyż po sezonie jest tam cisza i spokój, a także ogromna ilość zieleni (tego nam było trzeba). Wrzesień to także świetna pora na wakacje, ponieważ temperatury we Włoszech nadal są wysokie (oczywiście Włosi chodzą już w kurtkach), a ilość turystów jest znacznie mniejsza niż w lipcu czy sierpniu.

Sama miejscowość Milano Marittima nie jest zbyt duża, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tam sporo butików (również z torebkami i ubraniami Chanel, Gucci czy Dior).

Kilka minut od hotelu Doge jest piękna promenada przy plaży, która rano służyła nam do porannych spacerów po śniadaniu, natomiast wieczorem do romantycznych spacerów przy blasku księżyca.

Hotel Doge w Milano Marittima

O hotelu Doge mogłabym mówić godzinami. To, jak zostaliśmy przyjęci przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zacznę jednak od tego, że sam hotel położony jest bliżej miejscowości Cervia (spacerkiem około piętnastu minut). W otoczeniu pięknej zieleni, trzech basenów (dwóch dla dzieci i jednego dla dorosłych), a także kilku minut do plaży odpoczywa się naprawdę cudownie. Jeśli wybierzecie, tak jak my, pokój z widokiem na morze – codziennie będzie Was budzić szum Adriatyku i przepiękny widok na okolicę, plażę i wodę. Dałabym naprawdę wiele, by codziennie budzić się i mieć taki widok za oknem.

W hotelu jest bardzo dużo włochów, przez co bardzo łapiemy ,,włoski klimat”. O tym, że są to włoskie wakacje nie zapomnicie również, gdy obsługa będzie Was przemiło witać włoskim dzień dobry – Buongiorno, a wieczorem życzyć dobrej nocy – Buona notte.

Jednym z dni, który będę długo wspominać był sobotni aperitif. Wyjątkowo ciepły wieczór (we wrześniu poranki i wieczory w Milano Marittima były dość chłodne), smaczne przekąski, kieliszek schłodzonego prosseco i muzyka na żywo grana przez przemiłego Włocha (na moją prośbę zagrał dwa razy melodię z mojego ulubionego filmu Amelia – byłam naprawdę mocno wzruszona).

Jedzenie we Włoszech – co i gdzie warto spróbować

Bardzo ważną kwestią, o której nie mogłabym nie wspomnieć było jedzenie. Byliśmy chyba jedynymi osobami w hotelu na diecie roślinnej, a mimo to nie głodowaliśmy (często słyszę, że w hotelach dieta roślinna jest czymś wręcz dziwnym). Jedzenie w hotelu Doge przeszło moje najśmielsze oczekiwania – codziennie byliśmy zaskakiwani kreatywnymi daniami (kilka z nich wrzucam poniżej), które nie tylko pięknie wyglądały ale były również bardzo smaczne.

Podczas naszych włoskich wakacji nauczyłam się celebrować posiłki. W Polsce często miałam w zwyczaju zjadać śniadanie czy obiad w kilka minut (bo coś ważnego jest do zrobienia), teraz staram się poświęcić posiłkom więcej czasu. Danie poniżej to seitan z ananasem, który mam wrażenie był w czymś marynowany (obłęd!). Po prawej stronie jest sos słodko-kwaśny, który był przysłowiową wisienką na torcie. To był najlepszy posiłek, jaki dotychczas w życiu jedliśmy.

co jedzą weganie seitan

Jedząc obiadokolację we Włoszech (posiłek był między 19:30-21:30) zdarzało się, że spędzaliśmy na sali godzinę, a nawet więcej. I nie miało to nic wspólnego z tym, że na dania trzeba było długo czekać (wręcz przeciwnie!). Poza tym, przed posiłkiem był aperitif, który składał się głównie z lekkich przystawek czy owoców. A jeśli już jesteśmy przy owocach – wiecie, że ja nie przepadam za owocami. Otóż we Włoszech były one moim głównym składnikiem śniadań, a także deserem. Takich ananasów czy fig, jakie jadłam w hotelu Doge, nie jadłam nigdy. Ananas był tak słodki, że zabijał wszelkie chęci na coś słodkiego. Natomiast figi…o nich mogłabym pisać godzinami. Nigdy nie lubiłam fig, które jadłam w Polsce. Dzisiaj już wiem, że są one po prostu niesmaczne. Dobre figi są bardzo słodkie i rozpływają się w ustach. Na deser jedliśmy również ciasto migdałowe, które było upieczone specjalni dla nas (oczywiście w wersji wegańskiej). To było naprawdę miłe.

We Włoszech nauczyłam się też jeść śniadania na słodko (tam jest to bardzo często praktykowane), co wcześniej było dla mnie nie do pomyślenia. Oczywiście, nawet podczas wakacji pamiętałam o suplementacji – WIMIN PMS towarzyszył mi każdego ranka, podczas włoskiego śniadania.

Suplementy WIMIN są bardzo wygodne, ponieważ porcja na każdy dzień znajduje się w osobnych saszetkach. W jednej saszetce są 4 kapsułki, które łykamy podczas posiłku. Saszetki suplementu WIMIN są bardzo lekkie, dzięki czemu unikniesz nadbagażu, nawet gdy wybierasz się na dwutygodniowe wakacje 😉

Kiedy spędzaliśmy dzień w Milano Marittima, a nie na wycieczce fakultatywnej, w ciągu dnia na plaży wpadaliśmy do miejsca, gdzie sprzedawana była piadina. To nic innego jak pszenny placek z nadzieniem. Nawet tutaj znaleźliśmy wersję wegańską – z pieczonym bakłażanem, cukinią oraz papryką. Piadina oczywiście występuje również w wersji mięsnej i jak zauważyliśmy, najczęściej wybierana była wersja z nadzieniem pochodzący z prowincji Emilia-Romania. Piadina sprzedawana jest również w wersji słodkiej (z czekoladą lub konfiturą), ale tej wersji nie próbowaliśmy.

Będąc we Włoszech koniecznie musicie spróbować gelato, czyli prawdziwych, włoskich lodów. Oczywiście większość lodów jest mleczna, jednak wszystkie owocowe są wegańskie. Nie lubię sorbetów, ale włoskie lody owocowe są zupełnie inne niż sorbety sprzedawane w Polsce. Te, które można znaleźć w Polsce są bardzo wodniste, natomiast włoskie są…kremowe. Najlepsze lody figowe jedliśmy we Florencji (w okolicy butiku Chanel). Porcja, którą dostaliśmy była tak ogromna, że nie zdołaliśmy ich zjeść we dwójkę!

Najlepszą przekąską w ciągu upalnego dnia są pomidory. Włoskie pomidory mają smak tych, które są najsmaczniejsze latem w Polsce – są bardzo dojrzałe i słodkie. Szczególnie smaczne są małe pomidorki (typu cherry). Zamiast niezdrowych rzeczy, często zajadaliśmy się właśnie nimi.

Różnice między pizzą w Polsce, a we Włoszech

W kwestii pizzy, bo dużo z Was pytało o prawdziwą, włoską pizzę. Sprawa pizzy wygląda tak, że w większości miejsc jest ona sprzedawana na kawałki – jest to pizza na grubym cieście z różnym farszem. Tego typu pizza jest sprzedawana nawet w piekarniach czy supermarketach (serio, można ją kupić wszędzie). Za kawałek pizzy średnio zapłacicie 2 euro. Tradycyjną pizzę, taką jak my znamy, można zjeść w restauracjach. Najlepsza pizza, jaką jedliśmy była we Florencji. Najmniej smakowała mi pizza w miejscowości Ravenna, ponieważ bardziej przypominała piadi pizza niż taką tradycyjną. Piadi pizza jest bardzo cienka i ma strasznie twarde brzegi (bardzo trudno się ją kroi). Ta pizza była też dość…sucha i nawet bardzo smaczna oliwa jej nie uratowała.

We Włoszech nie jada się pizzy z sosami typu czosnkowy czy barbeque (do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce). Zamiast tego polewa się pizze wysokiej jakości oliwą. Kolejna różnica na temat pizzy w Polsce i we Włoszech jest taka, że sos na pizzy jest zrobiony ze świeżych pomidorów. W Polsce najczęściej jest on przygotowany z pomidorów z puszki lub passaty.

***

W kolejnym artykule na temat naszych włoskich wakacji dowiesz się o okolicznych miejscowościach, które warto odwiedzić będąc w Milano Marittima.